Autor: Magdalena Puzyniak

Strajk w obronie polskiego rynku

Chcemy bronić naszego rynku – apeluje Tomasz Borkowski z Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu. Od 6 listopada polscy przewoźnicy przeprowadzają akcję protestacyjną na granicy z Ukrainą. Przejścia w Dorohusku, Hrebennem oraz Korczowej są zablokowane, co powoduje narastanie napięcia po obu stronach granicy. ,,W pełni rozumiem emocje protestujących przewoźników z Lubelszczyzny i Podkarpacia” – swoje stanowisko w sprawie zaznacza Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska. Jakie są prognozy na rozwój tej newralgicznej sytuacji?

Strajk – obecna sytuacja

6 listopada kierowcy i przewoźnicy zablokowali częściowo ruch na przejściach w Dorohusku, Hrebennem i Korczowej. Przepuszczane są jedynie pojazdy osobowe, uprzywilejowane, autobusy oraz te, które transportują pomoc humanitarną dla wojska. Trwają negocjacje dotyczące utworzenia wolnej strefy ruchu dla samochodów ciężarowych, które wracają z Ukrainy do Polski bez ładunku. Blokady liczą nawet kilkadziesiąt kilometrów, a nastrój wśród strajkujących stale się zaostrza. Demonstranci domagają się także zlikwidowania systemu eCherga, czyli elektronicznej kolejki kontrolowanej przez stronę ukraińską.

Geneza strajku

Obecnie władza wykonawcza napotyka pewne ograniczenia decyzyjne. W związku z tym pojawia się pytanie, kto powinien podejmować decyzje w danej kwestii. Wskutek niedopatrzeń, Polska straciła pewne uprawnienia w zakresie relacji transportowych z Ukrainą. Po wybuchu konfliktu zrozumiałym było polityczne i humanitarne dążenie do łagodzenia obecnych zasad wobec Ukrainy. W momencie wybuchu wojny, w Polsce panował klimat szerokiego wsparcia i wyrozumiałości dla atakowanych.

Wiadomo też było, że jeżeli Polska nie podejmie samodzielnego działania w sprawie liberalizacji transportu, to Ukraina zwróci się z prośbą bezpośrednio do Brukseli, która wyda przychylną temu krajowi decyzję. Gdybyśmy to my wyszli z odpowiednią inicjatywą, to mielibyśmy możliwość kontrolowania całego procesu, w tym także wprowadzenia ograniczeń, stosownie do bieżących potrzeb. Niestety kierownictwo Ministerstwa Infrastruktury bało się samodzielnie podjąć takie decyzje i tym samym pozostawiło pole do działania Brukseli. Był to dość poważny błąd, gdyż teraz nasze możliwości są mocno ograniczone. Na dodatek ustanowiono groźny precedens w odniesieniu do naszej suwerenności w dwustronnych relacjach transportowych z innymi państwami. W tej sprawie ewidentnie zabrakło odwagi polskim decydentom, a konsekwencje tego stanu rzeczy są już nie do odwrócenia.

ocenia Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Postulaty strajkujących

Z uwagi na ogromny wzrost transportów z Ukrainy do Polski, przewoźnicy domagają się przywrócenia systemu zezwoleń komercyjnych dla ukraińskich przedsiębiorstw. Przed wybuchem konfliktu w Ukrainie, strona polska wydała 160 tysięcy zezwoleń na przewóz, obecnie liczba ta przekroczyła już 880 tysięcy. Przewiduje się, że do końca roku osiągnie ona 1,2 miliona przewozów. Strajk toczy się również o zawieszenie licencji dla firm, które powstały po wybuchu wojny oraz dogłębna ich kontrola.

W pełni rozumiem emocje protestujących przewoźników z Lubelszczyzny i Podkarpacia. W wyniku wojny, decyzji władz Unii Europejskiej oraz braku reakcji polskich władz na sygnalizowane problemy i zagrożenia, protestujący utracili swoje źródło utrzymania, jakim była praca przewozowa na kierunku wschodnim. Dziś, przy drastycznym spadku koniunktury na wszystkich innych kierunkach, nie potrafią i nie są w stanie znaleźć dla siebie alternatywnych rynków

wskazuje Maciej Wroński.

Po drugiej stronie strajku

Ukraińscy przewoźnicy przede wszystkim wyrażają żądanie swobodnej działalności po stronie polskiej granicy i planują przewozy z Polski do krajów Europy Zachodniej. Odnoszą się do postanowień umowy z 2023 roku między Ukrainą a UE, dotyczącej przewozów w ramach korytarzy humanitarnych i dostaw dla wojska, jako podstawy do uzyskania pełnej swobody działalności na obszarze Polski.

->  Podlaskie magazyny na zapleczu Nowego Jedwabnego Szlaku

Perspektywy strajku

Według analiz kontekstu sytuacji, istnieje prawdopodobieństwo, że protestu można było uniknąć poprzez udzielenie wsparcia dla grupy przedsiębiorców oraz egzekwowanie obowiązujących przepisów dotyczących dostępu do zawodu przewoźnika drogowego, a także zasad wykonywania przewozów kabotażowych i KR3. Zasadności protestu można doszukać się w genezie sytuacji oddania przez Polskę suwerenności i możliwości kształtowania interesów z Ukrainą.

Patrząc na postulaty osób strajkujących (przewoźników z Podkarpacia i Lubelszczyzny), jedynie część z nich ma szansę na realizację. Trzeba bowiem uwzględniać obejmujące zarówno istniejący w Polsce porządek prawny, jak i polityczny aspekt związany z toczącą się wojną. Ponadto, z dużą rezerwą należy patrzeć na postulat zaostrzenia regulacji. Obawiam się, że może to być pretekst dla wprowadzenia nowych barier administracyjnych także dla polskich przewoźników

podkreśla prezes TLP.

Recepta na lepsze relacje

Efektywne funkcjonowanie wymaga konsekwentnego egzekwowania obecnych przepisów, zamiast wprowadzania nowych przeszkód. To właściwe podejście. Konieczne jest ustanowienie mechanizmów, które zabezpieczą polskich przewoźników przed dyskryminacją po stronie ukraińskiej.

Należy domagać się, aby w Ukrainie była praworządność, aby tworzono symetryczne, zbliżone prawo do unijnego. Już teraz powinniśmy wymagać aby Ukraina zbliżała się regulacyjnie (co by zrównało koszty regulacyjne) do Unii Europejskiej, żeby wdrożyła takie procesy, które nie będą dyskryminacyjne dla kapitału spoza Ukrainy. W tej chwili niestety takie regulacje są i o tym właśnie mówią ci, którzy aktualnie strajkują. Powinniśmy także z drugiej strony spowodować, żeby Inspekcja Transportu Drogowego właściwie pracowała będąc blisko przewoźników i znając aktualną sytuację drogową z własnego doświadczenia

uważa prezes Wroński.

Kolejka samochodów ciężarowych nie maleje. Protestujący zapowiadają eskalację sytuacji. Przedsiębiorcy transportowi z Polski zablokowali fragment drogi krajowej nr 17, niedaleko przejścia granicznego Hrebenne-Rawa Ruska. Na tej trasie w kierunku Ukrainy przepuszczają zaledwie kilka pojazdów na godzinę. Zgodnie z wydanym zezwoleniem, protestujący mają prawo prowadzić swoją akcję do 3 stycznia.

->  Transport na celowniku cyberprzestępców - cyfryzacja szansą i zagrożeniem
Drogi w 2024 roku. Autostrady i ekspresówki