Tag: pracownicy delegowani

Dumping socjalny w Unii Europejskiej. Hasło-oręż zwolenników protekcjonizmu, czy rzeczywisty problem Wspólnoty?

Poniższy artykuł pochodzi z raportu pt. ,,Rynek pracy w branży TSL. Wynagrodzenia i sytuacja kierowców zawodowych”

POBIERZ RAPORT

Dumping socjalny istnieje. Wszak Parlament Europejski zredagował nawet jego definicję. Wynika z niej, że są to „szeroko rozumiane, zamierzone praktyki i obchodzenie obowiązującego prawa europejskiego i krajowego, które przyczyniają się do rozwoju nieuczciwej konkurencji, prowadząc do sprzecznego z prawem minimalizowania kosztów pracy i naruszania praw pracowniczych oraz wyzysku pracowników” – czytamy na stronie Inicjatywy Mobilności Pracy. 

To w zdumienie wprowadza ekonomistów, bo ich zdaniem pojęcie takie nie ma racji bytu. Inaczej niż sam dumping, który można wytłumaczyć zaledwie w kilku słowach – to sprzedaż poniżej kosztów produkcji. Sprzedaż, która w dalszej perspektywie ma tym, którzy się jej dopuszczają (krajom, przedsiębiorstwom), przynieść korzyści. 

– Po co sprzedają poniżej kosztów? Po to, by wyeliminować z rynku konkurencję i zająć ten rynek, a po zajęciu tego rynku sprzedawać po wyższych cenach i odzyskać początkowe straty. I takie postępowanie jest oczywiście nielegalne – zauważa dr Leszek Cybulski, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego i GUS we Wrocławiu na łamach portalu Trans.INFO. 

Nielegalne, więc skutkujące nawet wprowadzeniem procedury antydumpingowej przez państwo, które się na taki dumping uskarża. W rezultacie czasowo można wstrzymać ekspansję firmy (lub firm z jakiegoś państwa) na terenie danego kraju (lub krajów). 

Tyle o dumpingu jako takim. W przypadku wspomnianego dumpingu socjalnego sprawa się komplikuje. W zależności bowiem od tego, kto posługuje się tym pojęciem, jego interpretacja jest różna. 

Zachodni europosłowie, pracujący obecnie nad Pakietem Mobilności, a więc zestawem przepisów, które będą dotyczyły pracowników delegowanych w branży transportowej, zwykli zestawiać go z hasłem zawierającym remedium na wspomniany dumping socjalny: „równa płaca za taką samą pracę w tym samym miejscu”. Jako jedna z pierwszych (jeśli nie pierwsza) użyła tego hasła kilka lat temu Marianne Thyssen, belgijska polityk, była komisarz UE ds. zatrudnienia, przy okazji prac nad przepisami dotyczącymi pracowników delegowanych w UE. 

Zdaniem tych zachodnich polityków, pracownicy delegowani (również ci pracujący w branży transportowej), są opłacani gorzej niż koledzy z zachodnich krajów i dostają pensje poniżej średniego krajowego wynagrodzenia w państwie, do którego przyjeżdżają do pracy. A to z kolei prowadzi do powstania właśnie dumpingu socjalnego, wyzysku i podziału na pracowników „lepszej i gorszej kategorii”. 

– Mój priorytet: godne warunki pracy kierowców i regulowanie dostępu do rynku, w celu uniknięcia dumpingu socjalnego w UE – pisała nie tak dawno na Twitterze francuska europoseł i przewodnicząca Komisji Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego Karima Delli. W podobnym tonie wypowiada się właściwie przy każdym wystąpieniu.

Tymczasem politycy z Europy Środkowo-Wschodniej przekonują, że stosowanie takiej interpretacji pojęcia jest bezpodstawne. – Żadna firma nie oferuje usług świadczonych przez pracowników delegowanych poniżej swoich kosztów – twierdzi jeden z ekspertów działających w Brukseli, cytowany przez PAP.

Niekonsekwencję zachodnim politykom wytykają również ekonomiści, którzy zwracają uwagę na to, że chociaż produkcja z wielu krajów Wspólnoty przenoszona jest na Wschód, na przykład do Polski, Czech lub Rumunii, gdzie koszty pracy są niższe, dyplomaci nie nazywają już takiego działania dumpingiem. Z prostej przyczyny. 

– Bo w takiej sytuacji zyski na ogół wracają do kraju, który eksportuje kapitał, czyli to jest działalność wysoce zyskowna dla krajów bogatych, ponieważ posiadają zasoby kapitałowe i praca jest przenoszona. Po co swoich pracowników drogich wykorzystywać, jeśli można zarobić na pracownikach tanich. Dla firm to jest w porządku, bo mogą zaoszczędzić – kwituje dr Leszek Cybulski.

Dumping? Zmowa cenowa? – To niemożliwe, z prostej przyczyny

Mimo dwugłosu, dumping socjalny na trwałe wpisał się już do dyskusji dotyczących Pakietu Mobilności i transportu w UE. Zdaniem ekonomisty, z prostej przyczyny – jest to „określenie stygmatyzujące”.

– Jeśli się użyje takiego określenia, to wszyscy odbiorcy będą przekonani, że już jest coś na rzeczy, czyli że jakieś niecne praktyki taki kraj wykonuje i sprzedaje poniżej kosztów – przekonuje dr Cybulski. Podaje równocześnie szereg argumentów świadczących za tym, że firmy transportowe z Europy Środkowo-Wschodniej nie mogą parać się taką działalnością. 

– Przeciętna wielkość polskiej firmy transportowej świadczącej usługi na rynku europejskim jest mniejsza niż analogicznych firm z Niemiec, Francji, Hiszpanii, które świadczą podobne usługi. Tym samym nie można powiedzieć, że w ogóle istnieje jakakolwiek polska lub węgierska firma, która wykorzystując swoją wielkość, potencjał, chce wypchnąć z rynku inne firmy. A to jest właśnie jedna z cech dumpingu – podkreśla ekonomista.

Dodaje przy tym, że zmowa cenowa między nimi nie jest możliwa również z tego względu, że są to podmioty bardzo rozdrobnione i każdy dogląda jedynie własnych interesów. Względy ekonomiczne dodatkowo sprawiają, że zaniżanie cen zwyczajnie się im nie opłaca. 

– Wschodnioeuropejskich przewoźników nie byłoby stać na dokładanie do interesu, czyli na sprzedaż usług transportowych poniżej kosztów, ze względu na niewysokie zaplecze kapitałowe – kwituje ekspert. Zauważa przy tym, że już teraz pracownicy świadczący usługi na terenie zachodnich krajów Wspólnoty zarabiają wyraźnie więcej, niż ich koledzy na rodzimym podwórku.

W tych opiniach polski ekonomista nie jest osamotniony. Wtóruje mu m.in. Peter Klaus, niemiecki profesor logistyki na Uniwersytecie Fryderyka Aleksandra w Erlangen i Norymberdze.

– O dumpingu socjalnym można mówić tylko wtedy, gdyby kierowcy z Europy Wschodniej byli eksploatowani. A faktem jest, czego nauczyłem się podczas prowadzenia wywiadów, że kierowcy w Bułgarii, Rumunii, a także w Polsce, nie są w gorszej sytuacji w porównaniu do tego, co zarabiają ich krajanie w rolnictwie i lokalnym przemyśle, ale zarabiają znacznie więcej! Mówienie o dumpingu jest w tym przypadku zupełnie bezsensowne – twierdzi w rozmowie z Trans.INFO. 

Tym niemniej ostatnie prace nad Pakietem Mobilności wskazują, że forsowanie rozwiązań, których efektem może być wyparcie z rynku zachodniego wschodnioeuropejskich przewoźników, trwa. Wśród nich znajdują się m.in.: zakaz noclegu w kabinie, obligatoryjny powrót kierowcy do domu co 3 lub 4 tygodnie, zastosowanie delegowania (również w zakresie płacy minimalnej) do przewozów cross trade i kabotażu.

Skutek, zdaniem ekspertów, może być tragiczny. – Firmy po prostu przestaną oferować usługi transportowe, co będzie miało dramatyczne konsekwencje dla funkcjonowania gospodarki. Albo znajdą sposoby na przejście do szarej strefy, w której prawo będzie przestrzegane na papierze, ale w rzeczywistości omijane – kwituje prof. Peter Klaus. 

W dalszej perspektywie skutki odczują i kraje zachodnie, bo według wyliczeń niemieckiego eksperta, po zniknięciu najmniejszych firm z krajów peryferyjnych, nawet o 30 proc. zmniejszą się zdolności transportowe w Europie, a to z kolei uderzy w funkcjonowanie przemysłu i handlu, doprowadzając m.in. do gwałtownego wzrostu cen, nie tylko usług transportowych, ale co za tym idzie – również produktów na sklepowych półkach.

Czytaj dalej w raporcie: ,,Rynek pracy w branży TSL. Wynagrodzenia i sytuacja kierowców zawodowych”